sobota, 31 stycznia 2015

Rozdział 2.

Wybiegłam z pokoju. Po kilku sekundach dotarłam do pokoju Harrego. Chłopak wił się na łóżku. Krzycząc i mamrocząc. Podeszłam do niego. Jego twarz była pokryta kropelkami potu.
- Harry. - przytrzymałam jego dłoń. Usiadłam na brzegu łóżka.  - Ci .. - starałam sie go uspokoić. Wzięłam w moje dłonie jego nieskazitelną twarz. Co ja właśnie powiedziałam!?
Przestał się ruszać, otworzył oczy. - Już w porządku. - wyszeptałam patrząc mu w oczy. - Uspokój się, pójdę po wodę. - oznajmiłam. Przytaknął ruchem głowy. Wstałam i poczłapałam na parter. Dotarłam do kuchni. Otworzyłam pierwszą lepszą szafkę i wyjęłam szklankę. Napełniłam ją wodą i odłożyłam na blat. Sięgnęłam po ściereczkę i nasączyłam ją chłodną wodą. Zabrałam obie rzeczy i wróciłam na górę. Harry siedział na skraju łóżka. Podałam mu szklankę i usiadłam obok niego. Opróżnił naczynie i odłożył go na mały stoliczek obok łóżka. Wręczyłam mu mokry materiał.
- Połóż się. Już dobrze. - uśmiechnęłam się. Chłopak zrobił co kazałam. Odgarnęłam jego loki z czoła. - Jeśli będzie mnie potrzebował to wołaj. - zaczęłam sie podnosić. Jego dłoń pociągnęłam mnie za nadgarstek przez co wróciłam na poprzednie miejsce.
- Zostań. - powiedział zachrypniętym głosem. - Proszę. - dodał po chwili. Przytaknęłam. Przesunął sie na jedną stronę łóżka. Położyłam się obok niego. Co ja właśnie robie?! Przecież sie go boje. i to cholernie się go boję. Jeśli mi coś zrobi?
Moje serce zaczęło szybciej bić jakby chciało przebić sie przez moją klatkę piersiową.
- Georgia ... - zaczął. Odwróciłam sie twarzą do niego.
- Tak ? -
- Nie skrzywdzę Cię ... - wlepił swój wzrok w moje oczy. Czy on właśnie zaczął być miły? Jego słowa nie zmieniły mojego nastawienia do jego osoby. Nadal był dla mnie przerażający i straszny. - Nie bój się. -
- Jak mam sie nie bać skoro na moich oczach zabiliście człowieka? Tak samo możesz postąpić ze mną. - wyszeptałam.

- Nie ja go zabiłem ... -
- Ale na pewno już kiedyś to zrobiłeś. - przerwałam mu.
- Nie masz tej pewności, a po drugie nie musze Ci się tłumaczyć. -
- Harry idź już spać. Nie wiem dlaczego jesteś miły ale rano już tak nie będzie. - odwróciłam się do niego plecami. Chwycił mnie w talii i przysunął do siebie. Przygryzłam dolną wargę, a z moich oczu niekontrolowanie zaczęły płynąć łzy. Nie chce żeby mnie dotykał. Nie chcę żeby ktokolwiek mnie dotykał. Przysunął się jeszcze bliżej mnie. Zaczęłam szlochać. Mimowolnie. Jak bardzo chciałam to powstrzymać tak nie mogłam nic na to poradzić.
- Dlaczego płaczesz? - zapytał. Zignorowałam jego pytanie. Jest mordercą, a ja nie będę się mu zwierzać. Niech ta noc się skończy i dotrę do domu. - Dlaczego? - odwrócił mnie tak że znowu byłam zwrócona do niego twarzą. Chwycił w dłonie moje policzki, kciukami ocierając łzy. - Georgia ... - zaczął. Jeszcze bardziej pogrążyłam się w płaczu. Wtuliłam twarz w zagłębienie w jego szyi. Oplótł swoje ramiona wokół mojej talii. - Chodźmy spać. Rano będzie lepiej. - powiedział jednak nie poruszyłam się. Czułam się dobrze w jego ramionach. W ramionach mordercy?! Nie mogę w to uwierzyć ale to była niestety prawda. - Słyszysz? - delikatnie potrząsnął moim ciałem. Podniosłam się. Spojrzałam na niego. - Nie płacz. - powiedział. Położyłam się obok. Wpatrywałam się w jego twarz. Nadal łzy opuszczały moje oczy, ale uspokoiłam się trochę. Wzięłam głęboki oddech.

***
Otworzyłam zaspane oczy. Obok mnie leżał Harry pogrążony w głębokim śnie.
- Harry. - potrząsnęłam jego ciałem. - Wstawaj! Musisz mnie odwieźć. - nie poruszył się. - Harry! - wrzasnęłam.
- Wstaję. - mruknął. Przetarł oczy i wypełznął spod kołdry. Przede mną stał Harry w samych bokserkach. On w tym spał? Ja spałam z nim a on był w bokserkach? Czemu o tym nie wiedziałam? Zebrał spodnie z ziemi i naciągnął je na swoje nogi. - Chcesz coś zjeść? - zapytał.
- Co się z Tobą stało? - zapytałam marszcząc brwi. Zrobił to samo. - Jesteś miły. - powiedziałam.
- Nie jestem tą osobą za jaką mnie uważasz. - oznajmił przeciągając koszulkę przez głowę.
- Co mam przez to rozumieć? -
- Interpretuj to jak chcesz. Zjesz coś? - zapytał ponownie. Przytaknęłam. Zbiegłam po schodach do kuchni. Usiadłam na krześle, patrząc jak Harry krząta się w kuchni. - Co zwykle jadasz? - spojrzał na mnie opierając sie o blat.
- Zwykle nie jem nic bo spiesze sie na uczelnie. -
- Ale są wakacje. Więc co jesz? - zaśmiał się przeczesując włosy dłonią.
- Masz płatki? - zapytałam. Zwykle jadam płatki.
- Tak. - odwrócił sie i wyjął opakowanie płatków czekoladowych. Wyjął miskę i mleko z ogromnej lodówki. Otworzył paczkę i wsypał do miski. Po chwili podał mi miskę po brzegi wypełnioną płatkami.
- Zdajesz sobie sprawę że ja nie zjem tyle, prawda?- wzruszył ramionami. - Daj mi druga miskę. - podał mi naczynie. Przesypałam połowę do drugiej i zalałam mlekiem. - Smacznego - powiedziałam siadając na poprzednim miejscu. Harry usiadł na przeciwko. Wzięłam łyżkę, nabrałam trochę płatków i włożyłam do ust, delikatnie przeżuwając. - Odwieziesz mnie? - zapytałam.
- Tak. - odpowiedział ochryple.
- Mieszkam na ... -
- Wiem gdzie mieszkasz. - zaśmiał się. O co chodzi? Dlaczego on wie o mnie wszystko a ja o nim nic? - O co chodziło dzisiaj w nocy  ? -  zapytał wkładając kolejną porcję do ust.
- Nie chcę o tym rozmawiać. - spuściłam wzrok.
- Georgia ... -
- Możemy już jechać ? - zmieniłam szybko temat. Przytaknął. - Pójdę się przebrać. - powiedziałam wycofując sie z kuchni.
- Poczekaj. - zatrzymał mnie jego głos. - Co masz na nodze ? - spojrzałam na moje lewe udo, na którym widniała duża blizna. Podszedł bliżej mnie. - Co masz na nodze? - zadał ponownie pytanie. Podeszłam do niego i wtuliłam się w niego. - Kto Ci to zrobił ? - zapytał opierając brodę o moją głowę. Pokiwałam przecząco głową. Łzy zaczęło ponownie spływać strumieniami po moich kościach policzkowych. - Dobrze. Spokojnie, już nie będę o to pytał. - powiedział, kiedy zaczęłam szlochać. Potarł dłońmi moje plecy. Wyciągnął z tylnej kieszeni mój telefon. Wzięłam go do ręki, odblokowałam. 20 nieodebranych połączeń od Michelle. I kilka wiadomości od reszty. Odsunęłam się od chłopaka i nacisnęłam na ikonkę "Michelle".
Po kilku sygnałach odebrała.
- Halo? Gdzie Ty jesteś? Umieram ze strachu . - jego głos dotarł do moich uszu. Otarłam policzki.
- Już wracam do domu. Co powiedziałaś reszcie? - zapytałam.
- Unikam tego tematu. - ulga. - Sam też nie wrócił od wczoraj. - powiedziała, a w jej głosie było słychać zawiedzenie. - Nie wiem co się z nim dzieje. Wydaje nam się że cały czas węszy przy tym co powiedziała Bethany. On nadal łudzi się że znajdzie siostre. Martwię się o niego. - dodała. Ja też się o niego martwię. Jego siostra ; Symphtony zaginęła kilka lat temu. Jej rodzice już pogodzili się z jej stratą. Gorzej ze stanem jej brata, który jest naszym przyjacielem. Nadal myśli że żyje. Muszę wrócić do domu i z nim porozmawiać jak wróci.
- Porozmawiamy w domu. Już jadę. - powiedziałam i nacisnęłam czerwoną słuchawkę. - Zawieziesz mnie do domu? - spojrzałam na Harrego.
- Tak. - oznajmił. Sięgnął po kluczyki i zaczął podążać w stronę drzwi. - Na kanapie leżą twoje ciuchy. - zatrzymał się.
- Mógłbyś je wyrzucić albo spalić? - zapytałam. Zmarszczył brwi. - Proszę. - dodałam. Nic nie odpowiedział tylko wyszedł. Zabrałam moje czarne szpilki i wyszłam za nim. Na dużym podjeździe stał czarny Range Rover chłopaka. Otworzyłam drzwi i wsunęłam się do pojazdu. Zapięłam pas bezpieczeństwa i położyłam dłonie na kolanach. Po chwili na miejscu kierowcy usiadł Harry. Zapiął pas i odpalił silnik. Położył telefon na swoim siedzeniu, obok jego nogi. Jedną dłoń położył na kierownicy, a drugą na skrzyni biegów. Wyjechaliśmy spod jego domu. Jechaliśmy w ciszy, dopóki nie przerwał jej dźwięk telefonu Harrego, który symbolizował przychodzące połączenie. Chłopak jedną dłonią trzymał telefon a drugą prowadził.
- Halo? - wypowiedział szorstko. - Jest początek wakacji, a ty pytasz mnie czy spędze z Tobą święta? Po drugie to nie chce Cię widzieć. Nie chce, rozumiesz?! - rzucił telefon na tył samochodu.
- Kto to był ? - zapytałam, nieśmiało na niego spoglądając.
- Nie interesuj sie. - wysyczał. Czyli wracamy do punktu wyjścia... No jasne. Zamilkłam. Po kilkunastu minutach zatrzymał się pod moim domem. Odpięłam pas i wysiadłam z samochodu. Samochód Harrego odjechał. Stałam w bramce. Spojrzałam na dom mojej wścibskiej sąsiadki. Jak zwykle stała w oknie.
- Ma pani jakiś problem?! - krzyknęłam na nią. Zaczyna mnie irytować. Ingeruje w nasze życie, jakby nie miała swojego. Schowała się. - Ugh! - warknęłam. Weszłam do wnętrza domu. Rzuciłam szpilki w kąt. - Jestem. - zameldowałam się. Zza rogu wyłoniła się Vicky.
- Cześć. - przywitała mnie ciepłym uściskiem. - Gdzie byłaś ? - wiedziałam że padnie dzisiaj takie pytanie. Musze coś wymyślić.
- W klubie spotkałam moją kuzynkę. Byłam u niej na noc. - skłamałam. Nie umiem kłamać.
- Aha ... - chyba to kupiła ... - i dlatego masz na sobie męskie ciuchy ? - albo jednak nie kupiła. Najchętniej uderzyłabym się teraz w twarz. Zapomniałam. - Nie tłumacz się. - zaśmiała się. Poszłam za nią do kuchni. Przy stole siedział Max. Posłałam mu ciepły uśmiech po czym usiadłam obok niego. Wzięłam jego kubek kakao. Napiłam się gorącej cieczy, która rozgrzała moje ciało. Podstawiłam mu jego kubek pod nos.
- Musimy po niego jechać. Jest załamany. Nie wie co robi. Bethany była u niego wczoraj wieczorem. Nie wiadomo co mu powiedziała, ale wyszedł z nią. Nie zwracał w ogóle na nas uwagi. - powiedział Max, biorąc kęs swojego tosta.
- Jak on mógł jej posłuchać? Kto w ogóle wypuszcza ją z tego ośrodka? - Vicky wyrzuciła ręce w powietrze. Oparła się o blat, a ręce założyła na piersi.
- Był pierwszy, który mówił że nie powinniśmy z nią rozmawiać. Nie wiem co się z nim dzieje. Zadzwonie do niego. - oznajmiłam, włączając telefon.
- Dzwoniliśmy. Kilkadziesiąt razy. Odrzuca połączenia. - pokręcił głową mój przyjaciel.
- Idę się przebrać i jedziemy po niego. - powiedziałam i wyszłam z kuchni.

*Victoria's PO.V*

- Gdzie po niego pojedziemy? Może być wszędzie. Dosłownie. - powiedziałam. Max wzruszył ramionami.
- Najpierw pojedziemy to tego psychiatryka. To pierwsze miejsce, które przychodzi mi na myśl . - stwierdził chłopak, wstając po czym odłożył brudne naczynia do zmywarki. - Potem pojedziemy do rodziców tej idiotki. - 

- Ona jest chora ... - wzruszył ramionami.
- To jej nie tłumaczy z tego że jest idiotką.- zaśmiał się. Poszłam do korytarza. Założyłam białe converse i na wszelki wypadek zawiązałam dżinsową kurtkę na pasie.
- Gotowa. - krzyknęła Georgia, zbiegając ze schodów.

*Geogria's PO.V*

Wsiadłam do samochodu Maxa. Usiadłam na miejscu pasażera.
- Gdzie jedziemy ? - zapytałam zapinając pasy.
- Ten jebany ośrodek. - warknął chłopak. Odwróciłam się do tyłu i spojrzałam na Vicky. Podniosła ręce w górę w geście poddania się. Wzruszyłam ramionami i skierowałam mój wzrok na widok za oknem samochodu. Telefon w kieszeni moich spodni zawibrował. Wyjęłam go. Odblokowałam. Nowa wiadomość.

" Dzisiaj będzie niebezpiecznie. Nie wychodź z domu,
bez względu na wszystko. Harry"

Moje oczy zatrzymały się na ostatni słowie. Harry. Przez moje ciało przebiegły dreszcze. Jestem w niebezpieczeństwie, a to tylko i wyłącznie przez moją ciekawość. Zabiją mnie? Mam dopiero 19 lat, mam przed sobą całe życie, tyle planów.Mój umysł zaczął popadać w panikę. Będę się trzymać Maxa i Victorii.. Wtedy albo mnie oszczędzą albo zabiją nas wszystkich. Boję się. Potarłam dłonią moje ramię. Poczułam dotyk na moim ramieniu. Wzdrygnęłam się.
- Wszystko w porządku ? - zapytała Vicky. Przytaknęłam ruchem głowy. Powróciłam wzrokiem na przednią szybę, wlepiając wzrok w samochód przed nami. Biały Range Rover. Za kierownicą prawdopodobnie siedział mężczyzna obok kobieta, na tylnych siedzeniach dostrzegłam górne części siedzonek. Szczęśliwa rodzina. Czemu moja taka nie jest? Czemu nigdy taka nie była? Zawsze marzyłam o rodzinnej wycieczce. Razem. Żebyśmy razem opalali nasze skóry na piaszczystej plaży. Śmiali się z błachostek, które nas otaczały. Chciałabym mieć dobry kontakt z ojcem. Z matką. Jedyną osobą, która się ze mną kontaktuje jest moja siostra. Ona jedna. Przynajmniej jedna. Jeszcze babcia od czasu do czasu przyśle kartkę na moje urodziny. To tyle. Niestety.
Samochód zatrzymał się. Max wysiadł z samochodu, zrobiłam to samo. Stanęłam na nogach. Włożyłam dłonie do tylnych kieszeni. Lekko uniosłam ramiona i rozglądnęłam się dookoła. Obskórny budynek, który zaczął porastać zielenią. Zakratowane okna były pokryte białą farbą, który od upływu czasu zaczął odpryskiwać. Wysokie mury od wewnątrz zakryte były zaniedbanym żywopłotem. Spojrzałam w górę. W jednym z okien na drugim piętrze stała dziewczyna patrzyła prosto na mnie. Przechyliła głowę, uśmiechnęła się i pomachała, po czym znikła.
- Wchodzimy. - powiedziałam i ruszyłam przed siebie. Max chwycił mój nadgarstek. Odwróciłam się w jego stronę.
- Jesteś tego pewna? - 


piątek, 30 stycznia 2015

Rozdział 1.

Weszłam wraz z Michelle do wnętrza klubu. Różnego koloru światła odbijały się od naszych twarzy. Huczna muzyka wydobywała się z głośników, a ciała młodych ludzi poruszały się w jej rytm. Barman zapełniał szklankę różnego koloru substancjami. Kilka osób siedziało na wysokich stołkach obok baru sącząc drinki.

- Muszę się napić. - szturchnęła mnie Michelle. Dzisiaj to był jej jedyny cel. Udałam się za nią w stronę barmana. Usiadłam na wysokim stołku obok czerwonowłosej. Oparłam łokcie o marmurowy blat. Barman był przystojny i wysoki, ubrany w czarne rurki i koszulkę tego samego koloru z plakietką przypiętą po lewej stronie jego klatki piersiowej. Patrick. 



Cointreau, dwa razy. - Michelle wyszczerzyła się do niego. Odwzajemnił jej gest ukazując szereg białych zębów. Po chwili wyciągnął spod blatu dwie szklanki . - Przystojny. Bardzo. - wyszeptała do mnie przyjaciółka. Tylko przytaknęłam skinieniem głowy. Zapełnił szkło i przysunął je do nas. Włożyłam rurkę do ust. Ciecz dotarła do ich wnętrza. Płyn przepłynął przez moje gardło powodując nieprzyjemne pieczenie i gorzki smak na języku. Skrzywiłam się.
- Co Ty pijesz? - zapytałam ją. Peter zaśmiał się pod nosem przecierając szklankę. - Powiedziałam coś zabawnego? - zwróciłam się do niego. Dzisiaj wszystko mnie irytuje. Niepotrzebnie tutaj przyszłam.
- Nie, nie. - podniósł dłonie w geście poddania się. Przewróciłam oczami.
- Mogłabyś być trochę milsza. - Michelle zwróciła mi uwagę.
- Idę to toalety. - nie zareagowałam na jej słowa. Wstałam. Podążałam do pierwszych lepszych drzwi. Przez chwilę krążyłam, aż w końcu znalazłam drzwi z tabliczką , a na niej narysowaną dziewczynkę. Popchnęłam drzwi. Wnętrze wypełniały białe kafelki, które były zabrudzone. Pomieszczenie było zaniedbane i w powietrzu unosił się nieprzyjemny zapach. Gdzie ona mnie przyprowadziła? Podeszłam do lustra. Poprawiłam włosy i pokryłam usta szminką. Wyszłam z tego obrzydliwego miejsca. Kiedy byłam na zewnątrz spojrzałam w stronę baru. Michelle nie było na jej poprzednim miejscu. Zapewne tańczy z jakimś zalanym facetem. Powróciłam na moje poprzednie miejsce.
- Hej - zakrzyczałam. Machnęłam ręką na Petera. Podszedł do mnie. - Sok pomarańczowy. - wymusiłam uśmiech. Pokiwał głową i zniknął za drzwiami, które nie wiem gdzie prowadziły. Odwróciłam się w prawą stronę. Kilka miejsc dalej siedział chłopak. Jego zielone tęczówki były we mnie wlepione. Jego dłuższe, lekko kręcone włosy były niedbale ułożone. Ubrany był w czarne , opięte rurki i koszule, która była odpięta do pewnego miejsca, ukazując jego nagi tors. Odwróciłam wzrok speszona. Patrick stał tuż przede mną.
- Proszę. - podał mi szklankę soku. Cały czas się uśmiechał. - Potrzebujesz czegoś jeszcze? -
- Nie. - odpowiedziałam. Chłopak odwrócił się na pięcie. - Tak. - zatrzymałam go, ponownie podszedł do mnie. - Widziałeś gdzieś Michelle? - zmarszczył brwi. No tak, przecież on nie zna jej imienia. - Moja przyjaciółka, wcześniej siedziałyśmy razem. - oznajmiłam.
- Nie mam pojęcia. Nawet nie zauważyłem kiedy odeszła. - wzruszył ramionami. Pokiwałam głową. Barman podszedł do blondynki, która ledwo trzymała sie na nogach. Gdyby nie mężczyzna  z tyłu, na pewno nie utrzymałaby równowagi. Swoją drogą... to i tak był dla niej  za stary. Znowu poczułam czyiś wzrok na mnie. Był to ten sam tajemniczy chłopak. Odwróciłam sie do niego. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Po prostu gapił sie na mnie. Zaczęło mnie to irytować. Po chwili wstał, włożył ręce do kieszeni i zaczął się wycofywać. Wstałam. Przeciskałam sie przez tłum żeby zobaczyć gdzie ten chłopak podąża. Dlaczego mnie to interesuje? Nie wiem. Ale był za bardzo tajemniczy. Wyszłam na dwór. Było ciemno i zimno. Sylwetka chłopaka poruszała się ciemną uliczką. Ruszyłam za nim. W ogóle się nie odwracał. Szłam tak za nim dobre 15 minut. W pewnym momencie gwałtownie skręcił w prawo. Za rogiem stał czarny van, dwóch chłopaków i ten z klubu, który do nich dołączył. Stali plecami do mnie. Krzyczeli na kogoś, ale nie wiedziałam na kogo. Po chwili rzucili młodego chłopaka na maskę samochodu. Wtedy dostrzegłam jego twarz. Nie znałam tego chłopaka. Był młody, starszy ode mnie ale młody.
- Czekam na twoje pieniądze. - warknął jeden z nich.
- N-nie mam ich. Daj mi jeszcze tydzień, błagam. - wyjęczał chłopak.
 -Miałeś już wystarczająco dużo czasu. - zaśmiał się. Zielonooki oparł sie o ścianę budynku i odpalił papierosa. Chłopak, który dociskał ciało chłopaka do samochodu cofnął się. Zaatakowany pokręcił głową. - Wiesz co Cię czeka. - z boku spodni wyjął pistolet. Przeładował i nakierował nim na ciało chłopaka.
- Błagam ... Tylko tydzie .. - nie dokończył. Huk odbił się od ścian kamienic. Ciało chłopaka osunęło się na ziemię. Pisnęłam
. Co ja zrobiłam? Głowy trzech młodych mężczyzn zwróciło się w moją stronę.
- Harry, zajmij się nią. - oznajmił jeden z nich. Chłopak, który wcześniej palił papierosa rzucił go na ziemię i przydeptał. Ruszył w moją stronę. Dwaj z nich zabrali ciało zamordowanego i bezczelnie wrzucili do bagażnika. Harry był już blisko mnie. Zaczęłam uciekać. Hałas, który był spowodowany tupotu moich stóp, wywoływał głośne echo. Chłopak zaczął biec. Błagam żeby mnie nie dogonił .... Poczułam szarpnięcie za nadgarstek. Harry pociągnął mnie za sobą.
- Puść mnie! - krzyknęłam. Wyrywając sie z jego ucisku. Na marne..
- Ucisz się albo ja to zrobię. - warknął. Bałam sie. Co on ma zamiar zrobić? Czemu jestem taka ciekawska i musiałam za nim iść?! Jestem nie normalna.
Dotarliśmy do poprzedniego miejsca zbrodni. Czarny van odjechał. Minęliśmy to miejsce. Kilka metrów dalej skręciliśmy w lewo. W kącie stał czarny Range Rover z przyciemnianymi szybami. Harry otworzył drzwi. Wepchnął mnie na miejsce pasażera i zatrzasnął drzwi. Po chwili wsiadł na miejsce kierowcy. Zablokował wszystkie drzwi.
- Błagam wypuść mnie. Nic nikomu nie powiem tylko mnie wypuść. - zaczęłam szlochać. Michelle. Co z nią? Pewnie się o mnie martwi. No tak, przecież mam telefon. Wyciągnęłam go z kieszeni.
- Nie radzę. Powiedz mi co widziałaś. - zabrał mi telefon. co!?
- Nic, naprawdę. Przysięgam. - odpowiedziałam nie patrząc na niego i co chwile ocierając łzy.
- Kłamiesz. Zapytam jeszcze raz. Co widziałaś? - patrzył tępo w przednią szybę.
- Nic. -
- Co widziałaś?! - chwycił mnie za nadgarstek. Ten uścisk był o wiele mocniejszy niż wcześniejszy.
- Wyszłam za Tobą z klubu. Szłam za Tobą i stałam tam. - odpowiedziałam zaciskając szczękę z bólu. Uwolnił moją dłoń. Potarłam zaczerwienione miejsce. - Skończe tak ja on ? - zapytałam drżącym głosem. Zaśmiał się.
- Nie. Ale nie wiesz w co się wpakowałaś. - odpowiedział. Co miał na myśli ? Czy on do cholery musi być taki tajemniczy? - Nie potrzebnie tam przyszłaś. - wysyczał. Przeczesałam moje włosy dłonią. Denerwuje się.
- O co chodzi? Mam się bać? Kogo? Ciebie? Was? - milion pytań przepływało przez mój umysł ale nie zdobyłam się żeby mu je zadać.
- Nie tylko nas. Nie mogę Ci więcej powiedzieć. - odpalił silnik. Gdzie on chce mnie zabrać?
- Gdzie jedziemy ? Wypuść mnie. - zaczęłam szarpać za klamkę samochodu. Na nic. Zablokowane. Nie odpowiedział na moje pytanie. Wycofał. Po kilku minutach znaleźliśmy się na głównej ulicy. Jechaliśmy średnią prędkością. Skręciliśmy kilka razy, i raz stanęliśmy na światłach. Po około 30 minutach znaleźliśmy się pod ogromnym domem z wielkim ogrodem i dwoma, drogimi samochodami stojącymi na podjeździe. Odpiął pas. Wysiadł z samochodu. Nie poruszyłam się.
- Wysiądziesz czy mam Ci pomóc? - zapytał za nim zamknął drzwi samochodu. Szarpnęłam za klamkę i wyszłam z pojazdu. Harry podążał w kierunku frontowych drzwi, a ja za nim. Włożył kluczyk do zamka i przekręcił go kilka razy. Popchnął drzwi. Wewnątrz było ciemno i zimno. To jest jego dom ? Mieszka sam w takiej posiadłości? Potarłam dłonie żeby się rozgrzać. Weszłam głębiej. W ciemnościach dostrzegłam sylwetkę Harrego która stała przede mną.
- Oddasz mi mój telefon? Napisz tylko do przyjaciółki że dzisiaj nie wrócę, nie byłam sama na tej imprezie. - wytłumaczyłam.
- Wiem że nie byłaś sama. I nie, nie możesz napisać. Jutro odstawię Cie do domu. Tylko przeczekasz tutaj noc. - powiedział. Słucham? Od kiedy ktoś decyduje za mnie? I dlaczego mam takie odważne myśli, a nie potrafię mu nic powiedzieć?
- Wolałabym jechać do domu. - oznajmiłam. Harry westchnął. 
- Jeśli stąd wyjdziesz to raczej nie dotrzesz do domu. - uśmiechnął się i zaczął piąć się schodami w górę, zaczęłam iść za nim.
- Co masz na myśli ? - szłam za nim aż dotarliśmy do jakiegoś pokoju. Był jasny. Znajdowało się w nim duże łóżko, szafa, drzwi na balkon, wielki obraz na ścianie, półki z ksiązkami i inne. 
- Miałem się Tobą "zająć" - zaznaczył cudzysłów powietrzu. Usiadłam na rogu łózka nie pewna co robić. Harry stał na środku pokoju wpajając swoje zielone tęczówki w moją twarz. Zmarszczyłam brwi. - Tak, miałem się z Tobą pieprzyć. - oznajmił. Jak on wypowiedział te słowa tak neutralnie? Co miał robić? Stop. Co on ma zamiar zrobić? - No nie patrz tak. Nic ci nie zrobię. - zaśmiał się. - Chociaż nie pogardziłbym. - 
- Zawieź mnie do domu. Teraz. - wstałam. Nie mogę tu dłużej zostać. Musze jechać. Teraz.
- I tak nie dojechałabyś to tego domu. Wybieraj albo zostajesz albo .... -
- Nie kończ. - przerwałam mu opadając na łóżko. Harry podszedł do szafy. Rozsunął ją i spojrzał na mnie. - Co? - zapytałam.
- Raczej nie będziesz spać w sukience. - zaśmiał się. Wyjął z szafy białą koszulkę i czarne bokserki. - Żartujesz? - spojrzałam na niego, kiedy stanął przede mną z wyciągniętymi dłońmi, na których trzymał ciuchy. Pokiwał przecząco głową. - Nie będę chodzić w Twoich bokserkach. Nie. - zaprzeczyłam. 
- Ależ będziesz. - rzucił mi ciuchy na kolana. Położył się na łóżku obok mnie. 
- To chociaż stąd wyjdź. - zasugerowałam. Ponownie zaprzeczył ruchem głowy. Przewróciłam oczami. Ze względu na to że jestem zmęczona przebiorę się przy nim. Ale to tylko dlatego że jestem zmęczona. - Odwróć się. - przewrócił sie na brzuch twarzą do ściany. Rozsunęłam sukienke i pozwoliłam jej opaść. 
- Mogę Ci dać spodnie. - odwrócił się z uśmieszkiem. 
- Harry! - zbeształam go wzrokiem zakrywając moje ciało ciuchami. Tylko się zaśmiał i ponownie się odwrócił. Przełożyłam koszulkę przez głowę i założyłam bokserki, które były za duże z przodu. Koszulka sięgała mi połowy ud, więc nie było to bardzo widoczne. - Już. - chłopak usiadł.
- Jeśli potrzebowałabyś łazienki to jest po drugiej stronie korytarza. - powiedział podnosząc się z łóżka. Spojrzał na mnie i wyszedł z pokoju zamykając drzwi. Poczłapałam do łóżka. Wsunęłam się pod kołdrę. W pokoju było okropnie zimno. Naciągnęłam materiał na całe moje ciało ale nawet to nie dało mi ciepła. Po kilkunastu minutach zdecydowałam iść po Harrego. Żeby podkręcił ogrzewanie. Wstałam z wielkiego łóżka. Wyszłam z pokoju. Znalazłam sie na korytarzu. Dostrzegłam w ciemności drzwi. Podeszłam do nich i uchyliłam drzwi. W szarości, która wypełniała pokój sylwetka chłopaka leżała na łóżku. Stanęłam nad nim. 
- Harry - wyszeptałam. Żadnej reakcji oprócz cichego mruknięcia pod nosem. Potrząsnęłam jego ciałem. - Harry, potrzebuje pomocy. - krzyknęłam. 
- Georgia, nie krzycz. - otworzył ospale oczy i spojrzał na mnie. - O co chodzi? - mruknął przecierając oczy. 
- Zimno mi. No w sensie w pokoju jest zimno. - oznajmiłam. Harry westchnął po czym wstał . Podążył do mojego pokoju. Podszedł do grzejnika i przekręcił gałkę. 
- Za chwile powinno zrobić się ciepło. - powiedział.
Stop. Skąd on zna moje imię? Nie przypominam sobie żebym mu się przedstawiała.
- Skąd wiesz jak mam na imię? - zapytałam. 
- Wiem więcej niż myślisz. - uśmiechnął się i wyszedł. 
Położyłam sie do łóżka. Po kilku minutach usnęłam.

***
- Nie! - usłyszałam krzycz z sąsiedniego pokoju. Zerwałam się z łóżka.

_________________________________________________________________________________
Pierwszy jest. :*
Komentarze mile widziane. :D 3 komentarze i lecimy z kolejnym rozdziałem. :*
ASK BLOGA