- Harry. - przytrzymałam jego dłoń. Usiadłam na brzegu łóżka. - Ci .. - starałam sie go uspokoić. Wzięłam w moje dłonie jego nieskazitelną twarz. Co ja właśnie powiedziałam!?
Przestał się ruszać, otworzył oczy. - Już w porządku. - wyszeptałam patrząc mu w oczy. - Uspokój się, pójdę po wodę. - oznajmiłam. Przytaknął ruchem głowy. Wstałam i poczłapałam na parter. Dotarłam do kuchni. Otworzyłam pierwszą lepszą szafkę i wyjęłam szklankę. Napełniłam ją wodą i odłożyłam na blat. Sięgnęłam po ściereczkę i nasączyłam ją chłodną wodą. Zabrałam obie rzeczy i wróciłam na górę. Harry siedział na skraju łóżka. Podałam mu szklankę i usiadłam obok niego. Opróżnił naczynie i odłożył go na mały stoliczek obok łóżka. Wręczyłam mu mokry materiał.
- Połóż się. Już dobrze. - uśmiechnęłam się. Chłopak zrobił co kazałam. Odgarnęłam jego loki z czoła. - Jeśli będzie mnie potrzebował to wołaj. - zaczęłam sie podnosić. Jego dłoń pociągnęłam mnie za nadgarstek przez co wróciłam na poprzednie miejsce.
- Zostań. - powiedział zachrypniętym głosem. - Proszę. - dodał po chwili. Przytaknęłam. Przesunął sie na jedną stronę łóżka. Położyłam się obok niego. Co ja właśnie robie?! Przecież sie go boje. i to cholernie się go boję. Jeśli mi coś zrobi?
Moje serce zaczęło szybciej bić jakby chciało przebić sie przez moją klatkę piersiową.
- Georgia ... - zaczął. Odwróciłam sie twarzą do niego.
- Tak ? -
- Nie skrzywdzę Cię ... - wlepił swój wzrok w moje oczy. Czy on właśnie zaczął być miły? Jego słowa nie zmieniły mojego nastawienia do jego osoby. Nadal był dla mnie przerażający i straszny. - Nie bój się. -
- Jak mam sie nie bać skoro na moich oczach zabiliście człowieka? Tak samo możesz postąpić ze mną. - wyszeptałam.
- Nie ja go zabiłem ... -
- Ale na pewno już kiedyś to zrobiłeś. - przerwałam mu.
- Nie masz tej pewności, a po drugie nie musze Ci się tłumaczyć. -
- Harry idź już spać. Nie wiem dlaczego jesteś miły ale rano już tak nie będzie. - odwróciłam się do niego plecami. Chwycił mnie w talii i przysunął do siebie. Przygryzłam dolną wargę, a z moich oczu niekontrolowanie zaczęły płynąć łzy. Nie chce żeby mnie dotykał. Nie chcę żeby ktokolwiek mnie dotykał. Przysunął się jeszcze bliżej mnie. Zaczęłam szlochać. Mimowolnie. Jak bardzo chciałam to powstrzymać tak nie mogłam nic na to poradzić.
- Dlaczego płaczesz? - zapytał. Zignorowałam jego pytanie. Jest mordercą, a ja nie będę się mu zwierzać. Niech ta noc się skończy i dotrę do domu. - Dlaczego? - odwrócił mnie tak że znowu byłam zwrócona do niego twarzą. Chwycił w dłonie moje policzki, kciukami ocierając łzy. - Georgia ... - zaczął. Jeszcze bardziej pogrążyłam się w płaczu. Wtuliłam twarz w zagłębienie w jego szyi. Oplótł swoje ramiona wokół mojej talii. - Chodźmy spać. Rano będzie lepiej. - powiedział jednak nie poruszyłam się. Czułam się dobrze w jego ramionach. W ramionach mordercy?! Nie mogę w to uwierzyć ale to była niestety prawda. - Słyszysz? - delikatnie potrząsnął moim ciałem. Podniosłam się. Spojrzałam na niego. - Nie płacz. - powiedział. Położyłam się obok. Wpatrywałam się w jego twarz. Nadal łzy opuszczały moje oczy, ale uspokoiłam się trochę. Wzięłam głęboki oddech.
***
Otworzyłam zaspane oczy. Obok mnie leżał Harry pogrążony w głębokim śnie.
- Harry. - potrząsnęłam jego ciałem. - Wstawaj! Musisz mnie odwieźć. - nie poruszył się. - Harry! - wrzasnęłam.
- Wstaję. - mruknął. Przetarł oczy i wypełznął spod kołdry. Przede mną stał Harry w samych bokserkach. On w tym spał? Ja spałam z nim a on był w bokserkach? Czemu o tym nie wiedziałam? Zebrał spodnie z ziemi i naciągnął je na swoje nogi. - Chcesz coś zjeść? - zapytał.
- Co się z Tobą stało? - zapytałam marszcząc brwi. Zrobił to samo. - Jesteś miły. - powiedziałam.
- Nie jestem tą osobą za jaką mnie uważasz. - oznajmił przeciągając koszulkę przez głowę.
- Co mam przez to rozumieć? -
- Interpretuj to jak chcesz. Zjesz coś? - zapytał ponownie. Przytaknęłam. Zbiegłam po schodach do kuchni. Usiadłam na krześle, patrząc jak Harry krząta się w kuchni. - Co zwykle jadasz? - spojrzał na mnie opierając sie o blat.
- Zwykle nie jem nic bo spiesze sie na uczelnie. -
- Ale są wakacje. Więc co jesz? - zaśmiał się przeczesując włosy dłonią.
- Masz płatki? - zapytałam. Zwykle jadam płatki.
- Tak. - odwrócił sie i wyjął opakowanie płatków czekoladowych. Wyjął miskę i mleko z ogromnej lodówki. Otworzył paczkę i wsypał do miski. Po chwili podał mi miskę po brzegi wypełnioną płatkami.
- Zdajesz sobie sprawę że ja nie zjem tyle, prawda?- wzruszył ramionami. - Daj mi druga miskę. - podał mi naczynie. Przesypałam połowę do drugiej i zalałam mlekiem. - Smacznego - powiedziałam siadając na poprzednim miejscu. Harry usiadł na przeciwko. Wzięłam łyżkę, nabrałam trochę płatków i włożyłam do ust, delikatnie przeżuwając. - Odwieziesz mnie? - zapytałam.
- Tak. - odpowiedział ochryple.
- Mieszkam na ... -
- Wiem gdzie mieszkasz. - zaśmiał się. O co chodzi? Dlaczego on wie o mnie wszystko a ja o nim nic? - O co chodziło dzisiaj w nocy ? - zapytał wkładając kolejną porcję do ust.
- Nie chcę o tym rozmawiać. - spuściłam wzrok.
- Georgia ... -
- Możemy już jechać ? - zmieniłam szybko temat. Przytaknął. - Pójdę się przebrać. - powiedziałam wycofując sie z kuchni.
- Poczekaj. - zatrzymał mnie jego głos. - Co masz na nodze ? - spojrzałam na moje lewe udo, na którym widniała duża blizna. Podszedł bliżej mnie. - Co masz na nodze? - zadał ponownie pytanie. Podeszłam do niego i wtuliłam się w niego. - Kto Ci to zrobił ? - zapytał opierając brodę o moją głowę. Pokiwałam przecząco głową. Łzy zaczęło ponownie spływać strumieniami po moich kościach policzkowych. - Dobrze. Spokojnie, już nie będę o to pytał. - powiedział, kiedy zaczęłam szlochać. Potarł dłońmi moje plecy. Wyciągnął z tylnej kieszeni mój telefon. Wzięłam go do ręki, odblokowałam. 20 nieodebranych połączeń od Michelle. I kilka wiadomości od reszty. Odsunęłam się od chłopaka i nacisnęłam na ikonkę "Michelle".
Po kilku sygnałach odebrała.
- Halo? Gdzie Ty jesteś? Umieram ze strachu . - jego głos dotarł do moich uszu. Otarłam policzki.
- Już wracam do domu. Co powiedziałaś reszcie? - zapytałam.
- Unikam tego tematu. - ulga. - Sam też nie wrócił od wczoraj. - powiedziała, a w jej głosie było słychać zawiedzenie. - Nie wiem co się z nim dzieje. Wydaje nam się że cały czas węszy przy tym co powiedziała Bethany. On nadal łudzi się że znajdzie siostre. Martwię się o niego. - dodała. Ja też się o niego martwię. Jego siostra ; Symphtony zaginęła kilka lat temu. Jej rodzice już pogodzili się z jej stratą. Gorzej ze stanem jej brata, który jest naszym przyjacielem. Nadal myśli że żyje. Muszę wrócić do domu i z nim porozmawiać jak wróci.
- Porozmawiamy w domu. Już jadę. - powiedziałam i nacisnęłam czerwoną słuchawkę. - Zawieziesz mnie do domu? - spojrzałam na Harrego.
- Tak. - oznajmił. Sięgnął po kluczyki i zaczął podążać w stronę drzwi. - Na kanapie leżą twoje ciuchy. - zatrzymał się.
- Mógłbyś je wyrzucić albo spalić? - zapytałam. Zmarszczył brwi. - Proszę. - dodałam. Nic nie odpowiedział tylko wyszedł. Zabrałam moje czarne szpilki i wyszłam za nim. Na dużym podjeździe stał czarny Range Rover chłopaka. Otworzyłam drzwi i wsunęłam się do pojazdu. Zapięłam pas bezpieczeństwa i położyłam dłonie na kolanach. Po chwili na miejscu kierowcy usiadł Harry. Zapiął pas i odpalił silnik. Położył telefon na swoim siedzeniu, obok jego nogi. Jedną dłoń położył na kierownicy, a drugą na skrzyni biegów. Wyjechaliśmy spod jego domu. Jechaliśmy w ciszy, dopóki nie przerwał jej dźwięk telefonu Harrego, który symbolizował przychodzące połączenie. Chłopak jedną dłonią trzymał telefon a drugą prowadził.
- Halo? - wypowiedział szorstko. - Jest początek wakacji, a ty pytasz mnie czy spędze z Tobą święta? Po drugie to nie chce Cię widzieć. Nie chce, rozumiesz?! - rzucił telefon na tył samochodu.
- Kto to był ? - zapytałam, nieśmiało na niego spoglądając.
- Nie interesuj sie. - wysyczał. Czyli wracamy do punktu wyjścia... No jasne. Zamilkłam. Po kilkunastu minutach zatrzymał się pod moim domem. Odpięłam pas i wysiadłam z samochodu. Samochód Harrego odjechał. Stałam w bramce. Spojrzałam na dom mojej wścibskiej sąsiadki. Jak zwykle stała w oknie.
- Ma pani jakiś problem?! - krzyknęłam na nią. Zaczyna mnie irytować. Ingeruje w nasze życie, jakby nie miała swojego. Schowała się. - Ugh! - warknęłam. Weszłam do wnętrza domu. Rzuciłam szpilki w kąt. - Jestem. - zameldowałam się. Zza rogu wyłoniła się Vicky.
- Cześć. - przywitała mnie ciepłym uściskiem. - Gdzie byłaś ? - wiedziałam że padnie dzisiaj takie pytanie. Musze coś wymyślić.
- W klubie spotkałam moją kuzynkę. Byłam u niej na noc. - skłamałam. Nie umiem kłamać.
- Aha ... - chyba to kupiła ... - i dlatego masz na sobie męskie ciuchy ? - albo jednak nie kupiła. Najchętniej uderzyłabym się teraz w twarz. Zapomniałam. - Nie tłumacz się. - zaśmiała się. Poszłam za nią do kuchni. Przy stole siedział Max. Posłałam mu ciepły uśmiech po czym usiadłam obok niego. Wzięłam jego kubek kakao. Napiłam się gorącej cieczy, która rozgrzała moje ciało. Podstawiłam mu jego kubek pod nos.
- Musimy po niego jechać. Jest załamany. Nie wie co robi. Bethany była u niego wczoraj wieczorem. Nie wiadomo co mu powiedziała, ale wyszedł z nią. Nie zwracał w ogóle na nas uwagi. - powiedział Max, biorąc kęs swojego tosta.
- Jak on mógł jej posłuchać? Kto w ogóle wypuszcza ją z tego ośrodka? - Vicky wyrzuciła ręce w powietrze. Oparła się o blat, a ręce założyła na piersi.
- Był pierwszy, który mówił że nie powinniśmy z nią rozmawiać. Nie wiem co się z nim dzieje. Zadzwonie do niego. - oznajmiłam, włączając telefon.
- Dzwoniliśmy. Kilkadziesiąt razy. Odrzuca połączenia. - pokręcił głową mój przyjaciel.
- Idę się przebrać i jedziemy po niego. - powiedziałam i wyszłam z kuchni.
*Victoria's PO.V*
- Gdzie po niego pojedziemy? Może być wszędzie. Dosłownie. - powiedziałam. Max wzruszył ramionami.
- Najpierw pojedziemy to tego psychiatryka. To pierwsze miejsce, które przychodzi mi na myśl . - stwierdził chłopak, wstając po czym odłożył brudne naczynia do zmywarki. - Potem pojedziemy do rodziców tej idiotki. -
- Ona jest chora ... - wzruszył ramionami.
- To jej nie tłumaczy z tego że jest idiotką.- zaśmiał się. Poszłam do korytarza. Założyłam białe converse i na wszelki wypadek zawiązałam dżinsową kurtkę na pasie.
- Gotowa. - krzyknęła Georgia, zbiegając ze schodów.
*Geogria's PO.V*
Wsiadłam do samochodu Maxa. Usiadłam na miejscu pasażera.
- Gdzie jedziemy ? - zapytałam zapinając pasy.
- Ten jebany ośrodek. - warknął chłopak. Odwróciłam się do tyłu i spojrzałam na Vicky. Podniosła ręce w górę w geście poddania się. Wzruszyłam ramionami i skierowałam mój wzrok na widok za oknem samochodu. Telefon w kieszeni moich spodni zawibrował. Wyjęłam go. Odblokowałam. Nowa wiadomość.
- Harry. - potrząsnęłam jego ciałem. - Wstawaj! Musisz mnie odwieźć. - nie poruszył się. - Harry! - wrzasnęłam.
- Wstaję. - mruknął. Przetarł oczy i wypełznął spod kołdry. Przede mną stał Harry w samych bokserkach. On w tym spał? Ja spałam z nim a on był w bokserkach? Czemu o tym nie wiedziałam? Zebrał spodnie z ziemi i naciągnął je na swoje nogi. - Chcesz coś zjeść? - zapytał.
- Co się z Tobą stało? - zapytałam marszcząc brwi. Zrobił to samo. - Jesteś miły. - powiedziałam.
- Nie jestem tą osobą za jaką mnie uważasz. - oznajmił przeciągając koszulkę przez głowę.
- Co mam przez to rozumieć? -
- Interpretuj to jak chcesz. Zjesz coś? - zapytał ponownie. Przytaknęłam. Zbiegłam po schodach do kuchni. Usiadłam na krześle, patrząc jak Harry krząta się w kuchni. - Co zwykle jadasz? - spojrzał na mnie opierając sie o blat.
- Zwykle nie jem nic bo spiesze sie na uczelnie. -
- Ale są wakacje. Więc co jesz? - zaśmiał się przeczesując włosy dłonią.
- Masz płatki? - zapytałam. Zwykle jadam płatki.
- Tak. - odwrócił sie i wyjął opakowanie płatków czekoladowych. Wyjął miskę i mleko z ogromnej lodówki. Otworzył paczkę i wsypał do miski. Po chwili podał mi miskę po brzegi wypełnioną płatkami.
- Zdajesz sobie sprawę że ja nie zjem tyle, prawda?- wzruszył ramionami. - Daj mi druga miskę. - podał mi naczynie. Przesypałam połowę do drugiej i zalałam mlekiem. - Smacznego - powiedziałam siadając na poprzednim miejscu. Harry usiadł na przeciwko. Wzięłam łyżkę, nabrałam trochę płatków i włożyłam do ust, delikatnie przeżuwając. - Odwieziesz mnie? - zapytałam.
- Tak. - odpowiedział ochryple.
- Mieszkam na ... -
- Wiem gdzie mieszkasz. - zaśmiał się. O co chodzi? Dlaczego on wie o mnie wszystko a ja o nim nic? - O co chodziło dzisiaj w nocy ? - zapytał wkładając kolejną porcję do ust.
- Nie chcę o tym rozmawiać. - spuściłam wzrok.
- Georgia ... -
- Możemy już jechać ? - zmieniłam szybko temat. Przytaknął. - Pójdę się przebrać. - powiedziałam wycofując sie z kuchni.
- Poczekaj. - zatrzymał mnie jego głos. - Co masz na nodze ? - spojrzałam na moje lewe udo, na którym widniała duża blizna. Podszedł bliżej mnie. - Co masz na nodze? - zadał ponownie pytanie. Podeszłam do niego i wtuliłam się w niego. - Kto Ci to zrobił ? - zapytał opierając brodę o moją głowę. Pokiwałam przecząco głową. Łzy zaczęło ponownie spływać strumieniami po moich kościach policzkowych. - Dobrze. Spokojnie, już nie będę o to pytał. - powiedział, kiedy zaczęłam szlochać. Potarł dłońmi moje plecy. Wyciągnął z tylnej kieszeni mój telefon. Wzięłam go do ręki, odblokowałam. 20 nieodebranych połączeń od Michelle. I kilka wiadomości od reszty. Odsunęłam się od chłopaka i nacisnęłam na ikonkę "Michelle".
Po kilku sygnałach odebrała.
- Halo? Gdzie Ty jesteś? Umieram ze strachu . - jego głos dotarł do moich uszu. Otarłam policzki.
- Już wracam do domu. Co powiedziałaś reszcie? - zapytałam.
- Unikam tego tematu. - ulga. - Sam też nie wrócił od wczoraj. - powiedziała, a w jej głosie było słychać zawiedzenie. - Nie wiem co się z nim dzieje. Wydaje nam się że cały czas węszy przy tym co powiedziała Bethany. On nadal łudzi się że znajdzie siostre. Martwię się o niego. - dodała. Ja też się o niego martwię. Jego siostra ; Symphtony zaginęła kilka lat temu. Jej rodzice już pogodzili się z jej stratą. Gorzej ze stanem jej brata, który jest naszym przyjacielem. Nadal myśli że żyje. Muszę wrócić do domu i z nim porozmawiać jak wróci.
- Porozmawiamy w domu. Już jadę. - powiedziałam i nacisnęłam czerwoną słuchawkę. - Zawieziesz mnie do domu? - spojrzałam na Harrego.
- Tak. - oznajmił. Sięgnął po kluczyki i zaczął podążać w stronę drzwi. - Na kanapie leżą twoje ciuchy. - zatrzymał się.
- Mógłbyś je wyrzucić albo spalić? - zapytałam. Zmarszczył brwi. - Proszę. - dodałam. Nic nie odpowiedział tylko wyszedł. Zabrałam moje czarne szpilki i wyszłam za nim. Na dużym podjeździe stał czarny Range Rover chłopaka. Otworzyłam drzwi i wsunęłam się do pojazdu. Zapięłam pas bezpieczeństwa i położyłam dłonie na kolanach. Po chwili na miejscu kierowcy usiadł Harry. Zapiął pas i odpalił silnik. Położył telefon na swoim siedzeniu, obok jego nogi. Jedną dłoń położył na kierownicy, a drugą na skrzyni biegów. Wyjechaliśmy spod jego domu. Jechaliśmy w ciszy, dopóki nie przerwał jej dźwięk telefonu Harrego, który symbolizował przychodzące połączenie. Chłopak jedną dłonią trzymał telefon a drugą prowadził.
- Halo? - wypowiedział szorstko. - Jest początek wakacji, a ty pytasz mnie czy spędze z Tobą święta? Po drugie to nie chce Cię widzieć. Nie chce, rozumiesz?! - rzucił telefon na tył samochodu.
- Kto to był ? - zapytałam, nieśmiało na niego spoglądając.
- Nie interesuj sie. - wysyczał. Czyli wracamy do punktu wyjścia... No jasne. Zamilkłam. Po kilkunastu minutach zatrzymał się pod moim domem. Odpięłam pas i wysiadłam z samochodu. Samochód Harrego odjechał. Stałam w bramce. Spojrzałam na dom mojej wścibskiej sąsiadki. Jak zwykle stała w oknie.
- Ma pani jakiś problem?! - krzyknęłam na nią. Zaczyna mnie irytować. Ingeruje w nasze życie, jakby nie miała swojego. Schowała się. - Ugh! - warknęłam. Weszłam do wnętrza domu. Rzuciłam szpilki w kąt. - Jestem. - zameldowałam się. Zza rogu wyłoniła się Vicky.
- Cześć. - przywitała mnie ciepłym uściskiem. - Gdzie byłaś ? - wiedziałam że padnie dzisiaj takie pytanie. Musze coś wymyślić.
- W klubie spotkałam moją kuzynkę. Byłam u niej na noc. - skłamałam. Nie umiem kłamać.
- Aha ... - chyba to kupiła ... - i dlatego masz na sobie męskie ciuchy ? - albo jednak nie kupiła. Najchętniej uderzyłabym się teraz w twarz. Zapomniałam. - Nie tłumacz się. - zaśmiała się. Poszłam za nią do kuchni. Przy stole siedział Max. Posłałam mu ciepły uśmiech po czym usiadłam obok niego. Wzięłam jego kubek kakao. Napiłam się gorącej cieczy, która rozgrzała moje ciało. Podstawiłam mu jego kubek pod nos.
- Musimy po niego jechać. Jest załamany. Nie wie co robi. Bethany była u niego wczoraj wieczorem. Nie wiadomo co mu powiedziała, ale wyszedł z nią. Nie zwracał w ogóle na nas uwagi. - powiedział Max, biorąc kęs swojego tosta.
- Jak on mógł jej posłuchać? Kto w ogóle wypuszcza ją z tego ośrodka? - Vicky wyrzuciła ręce w powietrze. Oparła się o blat, a ręce założyła na piersi.
- Był pierwszy, który mówił że nie powinniśmy z nią rozmawiać. Nie wiem co się z nim dzieje. Zadzwonie do niego. - oznajmiłam, włączając telefon.
- Dzwoniliśmy. Kilkadziesiąt razy. Odrzuca połączenia. - pokręcił głową mój przyjaciel.
- Idę się przebrać i jedziemy po niego. - powiedziałam i wyszłam z kuchni.
*Victoria's PO.V*
- Gdzie po niego pojedziemy? Może być wszędzie. Dosłownie. - powiedziałam. Max wzruszył ramionami.
- Najpierw pojedziemy to tego psychiatryka. To pierwsze miejsce, które przychodzi mi na myśl . - stwierdził chłopak, wstając po czym odłożył brudne naczynia do zmywarki. - Potem pojedziemy do rodziców tej idiotki. -
- Ona jest chora ... - wzruszył ramionami.
- To jej nie tłumaczy z tego że jest idiotką.- zaśmiał się. Poszłam do korytarza. Założyłam białe converse i na wszelki wypadek zawiązałam dżinsową kurtkę na pasie.
- Gotowa. - krzyknęła Georgia, zbiegając ze schodów.
*Geogria's PO.V*
Wsiadłam do samochodu Maxa. Usiadłam na miejscu pasażera.
- Gdzie jedziemy ? - zapytałam zapinając pasy.
- Ten jebany ośrodek. - warknął chłopak. Odwróciłam się do tyłu i spojrzałam na Vicky. Podniosła ręce w górę w geście poddania się. Wzruszyłam ramionami i skierowałam mój wzrok na widok za oknem samochodu. Telefon w kieszeni moich spodni zawibrował. Wyjęłam go. Odblokowałam. Nowa wiadomość.
" Dzisiaj będzie niebezpiecznie. Nie wychodź z domu,
bez względu na wszystko. Harry"
bez względu na wszystko. Harry"
Moje oczy zatrzymały się na ostatni słowie. Harry. Przez moje ciało przebiegły dreszcze. Jestem w niebezpieczeństwie, a to tylko i wyłącznie przez moją ciekawość. Zabiją mnie? Mam dopiero 19 lat, mam przed sobą całe życie, tyle planów.Mój umysł zaczął popadać w panikę. Będę się trzymać Maxa i Victorii.. Wtedy albo mnie oszczędzą albo zabiją nas wszystkich. Boję się. Potarłam dłonią moje ramię. Poczułam dotyk na moim ramieniu. Wzdrygnęłam się.
- Wszystko w porządku ? - zapytała Vicky. Przytaknęłam ruchem głowy. Powróciłam wzrokiem na przednią szybę, wlepiając wzrok w samochód przed nami. Biały Range Rover. Za kierownicą prawdopodobnie siedział mężczyzna obok kobieta, na tylnych siedzeniach dostrzegłam górne części siedzonek. Szczęśliwa rodzina. Czemu moja taka nie jest? Czemu nigdy taka nie była? Zawsze marzyłam o rodzinnej wycieczce. Razem. Żebyśmy razem opalali nasze skóry na piaszczystej plaży. Śmiali się z błachostek, które nas otaczały. Chciałabym mieć dobry kontakt z ojcem. Z matką. Jedyną osobą, która się ze mną kontaktuje jest moja siostra. Ona jedna. Przynajmniej jedna. Jeszcze babcia od czasu do czasu przyśle kartkę na moje urodziny. To tyle. Niestety.
Samochód zatrzymał się. Max wysiadł z samochodu, zrobiłam to samo. Stanęłam na nogach. Włożyłam dłonie do tylnych kieszeni. Lekko uniosłam ramiona i rozglądnęłam się dookoła. Obskórny budynek, który zaczął porastać zielenią. Zakratowane okna były pokryte białą farbą, który od upływu czasu zaczął odpryskiwać. Wysokie mury od wewnątrz zakryte były zaniedbanym żywopłotem. Spojrzałam w górę. W jednym z okien na drugim piętrze stała dziewczyna patrzyła prosto na mnie. Przechyliła głowę, uśmiechnęła się i pomachała, po czym znikła.
- Wchodzimy. - powiedziałam i ruszyłam przed siebie. Max chwycił mój nadgarstek. Odwróciłam się w jego stronę.
- Jesteś tego pewna? -
- Wszystko w porządku ? - zapytała Vicky. Przytaknęłam ruchem głowy. Powróciłam wzrokiem na przednią szybę, wlepiając wzrok w samochód przed nami. Biały Range Rover. Za kierownicą prawdopodobnie siedział mężczyzna obok kobieta, na tylnych siedzeniach dostrzegłam górne części siedzonek. Szczęśliwa rodzina. Czemu moja taka nie jest? Czemu nigdy taka nie była? Zawsze marzyłam o rodzinnej wycieczce. Razem. Żebyśmy razem opalali nasze skóry na piaszczystej plaży. Śmiali się z błachostek, które nas otaczały. Chciałabym mieć dobry kontakt z ojcem. Z matką. Jedyną osobą, która się ze mną kontaktuje jest moja siostra. Ona jedna. Przynajmniej jedna. Jeszcze babcia od czasu do czasu przyśle kartkę na moje urodziny. To tyle. Niestety.
Samochód zatrzymał się. Max wysiadł z samochodu, zrobiłam to samo. Stanęłam na nogach. Włożyłam dłonie do tylnych kieszeni. Lekko uniosłam ramiona i rozglądnęłam się dookoła. Obskórny budynek, który zaczął porastać zielenią. Zakratowane okna były pokryte białą farbą, który od upływu czasu zaczął odpryskiwać. Wysokie mury od wewnątrz zakryte były zaniedbanym żywopłotem. Spojrzałam w górę. W jednym z okien na drugim piętrze stała dziewczyna patrzyła prosto na mnie. Przechyliła głowę, uśmiechnęła się i pomachała, po czym znikła.
- Wchodzimy. - powiedziałam i ruszyłam przed siebie. Max chwycił mój nadgarstek. Odwróciłam się w jego stronę.
- Jesteś tego pewna? -
SUPI *_*
OdpowiedzUsuńCzekam na szybki next <33