*Harry's PO.V*
Po kilkunastu minutach zatrzymałem pojazd na szpitalnym parkingu. Wybiegłem z samochodu. Otworzyłem drzwi. Wziąłem Georgie na ręce. Szybkim krokiem podążyłem do szpitalnych drzwi. Pielęgniarka, która zauważyła mnie w drzwiach w pośpiechu chwyciła wózek inwalidzki i podeszła do nas. Posadziłem chudą dziewczynę na wózku.
- Co się stało ? - padło pytanie, którego się spodziewałem, ale nie wymyśliłem dobrego kłamstwa. Musiałem coś wymyślić szybko. Jeśli powiedziałbym prawdę byłoby o wiele gorzej. Jeśli zacząłbym kręcić wina spadłaby na mnie. - Przepraszam ... - głos dojrzałej pielęgniarki wyrwał mnie z zamyślenia.
Kurwa.
Zaklnąłem w myślach.
- Am ... - zawahałem się. Czemu nic nie przychodzi mi na myśl? Zawsze umiałem kłamać. Byłem w tym całkiem dobry. Teraz, kiedy jest konieczność mój umysł zaprotestował.
- Jest pan za bardzo roztrzęsiony żeby coś powiedzieć. - powiedziała. Przytaknąłem głową. - Usiądź i poczekaj na wieści od lekarza. Jeśli kość nie została naruszona skończy się tylko na szyciu. - powiadomiła mnie kobieta o irytująco dużych ustach, które dodatkowo pokryte były czerwoną szminką. Usiadłem na plastikowym krześle obok ściany. Wyciągnąłem telefon z kieszeni. Przewinąłem kontakty i wybrałem numer Louis'a. Wstałem z krzesła i wyszedłem na zewnątrz. Po kilku sygnałach odebrał.
- Co jest? - powiedział spokojnym głosem.
- Czy was już do końca pojebało?! - wysyczałem przez zaciśniętą szczękę.
- Wyluzuj... -
- Ja miałem się nią zająć ! -
- Słabo sobie z tym poradziłeś. - zaśmiał się Lou.
- To nie powód żeby nasyłać na nią Jake'a. -
- Co? Nikt tego nie zrobił. -
- Jestem z nią w szpitalu. - idiota. Wcisnąłem czerwoną słuchawkę. Ktoś szturchnął moje ramię.
- To pan przyjechał z dziewczyną. Rana w nodze ... - wysoki mężczyzna. Był wyraźnie zmęczony i znudzony swoją pracą. Kto by nie był? Miał trzydniowy zarost, który podkreślał podkrążone oczy.
- Tak. Chciałem zaczerpnąć świeżego powietrza. Co z nią? - zapytałem.
- Na szczęście ostrze nie uszkodziło kości. Za kilka minut lekarz zakończy szycie. Proszę na nią zaczekać. - przytaknąłem ruchem głowy.
Dobrze że tylko na tym się skończyło, inaczej wyszłoby z tego jeszcze większe gówno. Wróciłem do środka szpitala. Usiadłem na moim poprzednim miejscu. Oparłem się łokcie na moich udach. Nerwowo zacząłem bawić się kolczykiem w mojej wardze. Po chwili z pokoju na końcu długiego korytarza wyszła blada Georgia z obciętą nogawką spodni. Miała szczelnie zabandażowaną nogę. Delikatnie kuśtykała.
- Z twojej chusty już nic nie będzie. - spojrzała na mnie. Przytaknąłem. Jak mam się zachować? Przez ten jeden dzień starałem się być dla niej miły tylko dlatego żeby nie wydała nas policji. Jestem chamem. Cóż... Nikt tego nie zmieni. Jestem mordercą, kryminalistą. Mam każdą dziewczynę, którą chce. Robię z nią co tylko chce.
Jesteś mordercą, zachowuj się.
Skarciłem się w myślach.
Odwróciłem się od niej i szybkim krokiem udałem się do drzwi. Georgia stała na swoim poprzednim miejscu. Zatrzymałem się przy pustej recepcji. Spojrzałem na nią.
- Rusz się jeśli chcesz żebym cię odwiózł. -
*Georgia's PO.V*
Momentalnie stał się zły. Jakby za dotknięciem jakiejś czarodziejskiej różdżki. Ruszyłam na nim posłusznie. Poszłabym na pieszo, ale ból nogi mi na to nie pozwalał. Dotarłam do samochodu i usiadłam na miejscu pasażera. Niechcący za mocno trzasnęłam drzwiami. Skrzywiłam się na ten huk.
- Nie jesteś, kurwa, w swoim samochodzie. - skracił mnie wyjeżdżając z parkingu.
- Przepraszam... - bałam się nawet na niego spojrzeć. Nie odrywał wzroku z drogi. Reszta naszej jazdy odbyła się w ciszy. Zresztą z korzyścią dla obu stron. Gwałtownie zatrzymał się na podjeździe. Wysiadłam bez słowa. Tym razem delikatnie zamknęłam drzwi. Wolnym krokiem dotarłam do drzwi mojego domu. Chwyciłam za klamkę, pociągnęłam do siebie. Ani drgnęły. Na prawdę? W tym momencie? Zadzwoniłam dzwonkiem. Oparłam głowę o framugę. Po jakimś czasie drzwi otwarła mi Michelle.
- Cze ... - zatrzymała się, kiedy zobaczyła moje obcięte spodnie. - Co się do cholery stało?! - wpuściła mnie do wnętrza.
- Nie chce o tym teraz rozmawiać. - powiedziałam. - Jestem wycięczona. -
- Rozumiem. Idź do siebie. - powiedziała, skręcając do kuchni.
- Michelle. - zatrzymałam ją.
- Tak?-
- Nie mów reszcie. Proszę. - przytaknęłam ruchem głowy. Właściwie to gdzie jest reszta? Nie ważne... Ruszyłam w miarę możliwości szybkim krokiem na górę, do mojego pokoju. Od razu otwarłam szafę. Wyjęłam nowe czarne spodnie. Ściągnęłam poprzednie i naciągnęłam czarne rurki na nogi. Wrzuciłam obcięte spodnie na tył szafy. Podeszłam do okna. Usiadłam na parapecie. Spojrzałam na dom naszej wścibskiej sąsiadki. Stała w oknie wpatrując się we mnie. Na prawdę nasze życie jest takie interesujące że nie można sobie spokojnie usiąść w oknie? Mam jej już dość. Zaśmiałam się i wystawiłam jej środkowy palec. Nie ruszyła się.
Ugh.
- Georgia . - do pokoju weszła Lorry. Odwróciłam się w jej stronę. Podeszła i usiadła obok mnie.
- Co z Samem? - zapytałam.
- Nie najlepiej. Nadal chce tam wrócić i spotkać się z siostrą. Myślisz że ona żyje? -
- Żartujesz? Ty też wierzysz Bethany? -
- Nie. Ale po prostu... -
- Zastanów się. Zaginęła kilka lat temu. Nie możliwe że ktoś ją przetrzymuje. Policja by ją znalazła. Nie ma opcji. -
- Ja zrobię więcej niż tutejsza policja. Ciało Drew'a znaleźli po pięciu latach. Nie bardzo im ufam. - zaśmiała się.
- Boję się o stan psychiczny Sama. Musimy odseparować go od otoczenia przez kilka dni. - przytaknęła mi ruchem głowy.
- Jak ta świruska wychodzi z tego ośrodka. Tam jest mnóstwo kamer. -
- A kto przegląda te kamery? -
- Najprawdopodobniej nikt. - zaśmiała się. Oparłam głowę o szybę. - Chodź na balkon. - wyjęła z kieszeni bluzy paczkę papierosów. Pokiwałam twierdzącą głową. Zeskoczyłam z parapetu, po czym podeszłam do dużych szklanych drzwi w moim pokoju, które prowadziły na niewielki balkon. Wyszłyśmy na chłodno powietrze. Wzięłam od niej jednego miętowego papierosa i włożyłam do ust. Zapaliłam go i zaciągnęłam się. Wypuściłam duży kłęb dymu. Lorry zrobiła to samo. Powtarzałyśmy kilka razy te czynności dopóki że nie skończył się papieros. Wrzuciłam niedopałek do starej puszki po orzeszkach. Wróciłam do mojego ciemnego pokoju.
- Chyba się prześpię. - oznajmiłam. Lorry przytaknęła ruchem głowy. Wyszła z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Położyłam się na łóżko, okrywając kocem. Ułożyłam się na boku, twarzą do okna. Wlepiłam wzrok w granatowe niebo. Takie nieskazitelne. Bez końca. Jak wspomnienia. Wszystko się kończy. Pozostawiając wspomnienia, które nigdy nie umrą. Zawsze pozostanie po nich ślad. Na ciele. Na psychice.
*Harry's PO.V"
Siedziałem na skórzanej kanapie w domu mojego kumpla. Jakaś blondynka siedziała mi na kolanach. Jestem otłumaniony przez alkohol i narkotyki. Jebane zioło.
- Harry. - Zayn zawołał na mnie. Odwróciłem twarz w jego stronę. Chłopak stał przede mną z ręką wystawioną w moim kierunki, a w niej kolejny kieliszek wódki. Wziąłem to od niego. Wlałem jego zawartość do ust. Ciesz spłynęła po moim gardle powodując lekkie pieczenie. Dziewczyna wstała, po czym ponownie na mnie usiadła. Okrakiem. Kim do cholery jest ta szamata? Już ją pieprzyłem czy dopiero mam taki zamiar? Nie wiem co się dzieje. Nachyliła się i złożyła pocałunek na moich ustach. Odwzajemniłem pocałunek. Zacząłem ją namiętnie całować, po czym nasze całowanie zamieniło się w brutalną walkę naszych języków. Odsunąłem się od niej. Zsunąłem ją z kolan. Otrzepałem spodnie, co nie było najlepszym pomysłem. Zachwiałem się. W ostatnim momencie chwyciłem się framugi drzwi.
- Ooo stary - zaśmiał się Liam, zaciągając sie jointem.
- Spierdalaj.- skarciłem go. Stanąłem na równych nogach. - Jadę do domu. - postanowiłem,śmiejąc się. Louis chwycił moje ramię. Dzisiaj wyjątkowo był najbardziej trzeżwy z nas wszystkich.
- Nie dasz rady jechać w tym stanie. - powiedział.
- Od kiedy kurwa możesz wydawać mi rozkazy? Pierwszy raz się nie zajebałeś. - rzuciłem, wychodząc. Pulsujący ból w mojej głowie nie pomagał. Mój żołądek ściskał się powodując mdłości. Wyszedłem na świeże powietrze. Podszedłem do samochodu. Wyjąłem kluczyki z tylniej kieszeni moich spodni. Chciałem włożyć go do dziurki. Kurwa. Nie trafię. Jebany kluczyk. Przecież mogę zacisnąć guzik i otworzyć go automatycznie. Wsiadłem do samochodu. Usiadłem na miejscu kierowcy i wziąłem głęboki oddech.
Jebany alkohol.
Lepszym pomysłem będzie jak się przejdę. Trochę wytrzeźwieje. Gdybym wsiadł za kierownicę za pewne skończyłoby się kupnem nowego samochodu i pobytem w szpitalu.
Wysiadłem z samochodu i zatrzasnąłem drzwi. Włożyłem ręce do kieszeni w kurtce i ruszyłem przed siebie. Moje nogi nie były tak stabilne jak zwykle. Lekko się chwiałem i obraz nie był wyraźny Przed znakiem stopu, skręciłem w prawo. Chociaż byłem pijany dobrze wiedziałem gdzie się kieruję....
*Georgia's POV*
Nie mogłam zasnąć.
Odkryłam moje ciało, po czym wstałam. Wzdrygnęłam się kiedy moje stopy zetknęły się z zimnymi panelami. Narzuciłam na siebie bluzę i wyszłam na balkon. Usiadłam na wiklinowym krześle. Przyciągnęłam kolana do klatki piersiowej, oplatając je ramionami.
Po chwili usłyszałam szemranie na dole. Wstałam. Chwyciłam się barierki i nachyliłam się. Na dole stał chłopak ledwo trzymający się na nogach.
Po chwili spojrzał w górę.
Harry.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz