- Muszę się napić. - szturchnęła mnie Michelle. Dzisiaj to był jej jedyny cel. Udałam się za nią w stronę barmana. Usiadłam na wysokim stołku obok czerwonowłosej. Oparłam łokcie o marmurowy blat. Barman był przystojny i wysoki, ubrany w czarne rurki i koszulkę tego samego koloru z plakietką przypiętą po lewej stronie jego klatki piersiowej. Patrick.
- Cointreau, dwa razy. - Michelle wyszczerzyła się do niego. Odwzajemnił jej gest ukazując szereg białych zębów. Po chwili wyciągnął spod blatu dwie szklanki . - Przystojny. Bardzo. - wyszeptała do mnie przyjaciółka. Tylko przytaknęłam skinieniem głowy. Zapełnił szkło i przysunął je do nas. Włożyłam rurkę do ust. Ciecz dotarła do ich wnętrza. Płyn przepłynął przez moje gardło powodując nieprzyjemne pieczenie i gorzki smak na języku. Skrzywiłam się.
- Co Ty pijesz? - zapytałam ją. Peter zaśmiał się pod nosem przecierając szklankę. - Powiedziałam coś zabawnego? - zwróciłam się do niego. Dzisiaj wszystko mnie irytuje. Niepotrzebnie tutaj przyszłam.
- Nie, nie. - podniósł dłonie w geście poddania się. Przewróciłam oczami.
- Mogłabyś być trochę milsza. - Michelle zwróciła mi uwagę.
- Idę to toalety. - nie zareagowałam na jej słowa. Wstałam. Podążałam do pierwszych lepszych drzwi. Przez chwilę krążyłam, aż w końcu znalazłam drzwi z tabliczką , a na niej narysowaną dziewczynkę. Popchnęłam drzwi. Wnętrze wypełniały białe kafelki, które były zabrudzone. Pomieszczenie było zaniedbane i w powietrzu unosił się nieprzyjemny zapach. Gdzie ona mnie przyprowadziła? Podeszłam do lustra. Poprawiłam włosy i pokryłam usta szminką. Wyszłam z tego obrzydliwego miejsca. Kiedy byłam na zewnątrz spojrzałam w stronę baru. Michelle nie było na jej poprzednim miejscu. Zapewne tańczy z jakimś zalanym facetem. Powróciłam na moje poprzednie miejsce.
- Hej - zakrzyczałam. Machnęłam ręką na Petera. Podszedł do mnie. - Sok pomarańczowy. - wymusiłam uśmiech. Pokiwał głową i zniknął za drzwiami, które nie wiem gdzie prowadziły. Odwróciłam się w prawą stronę. Kilka miejsc dalej siedział chłopak. Jego zielone tęczówki były we mnie wlepione. Jego dłuższe, lekko kręcone włosy były niedbale ułożone. Ubrany był w czarne , opięte rurki i koszule, która była odpięta do pewnego miejsca, ukazując jego nagi tors. Odwróciłam wzrok speszona. Patrick stał tuż przede mną.
- Proszę. - podał mi szklankę soku. Cały czas się uśmiechał. - Potrzebujesz czegoś jeszcze? -
- Nie. - odpowiedziałam. Chłopak odwrócił się na pięcie. - Tak. - zatrzymałam go, ponownie podszedł do mnie. - Widziałeś gdzieś Michelle? - zmarszczył brwi. No tak, przecież on nie zna jej imienia. - Moja przyjaciółka, wcześniej siedziałyśmy razem. - oznajmiłam.
- Nie mam pojęcia. Nawet nie zauważyłem kiedy odeszła. - wzruszył ramionami. Pokiwałam głową. Barman podszedł do blondynki, która ledwo trzymała sie na nogach. Gdyby nie mężczyzna z tyłu, na pewno nie utrzymałaby równowagi. Swoją drogą... to i tak był dla niej za stary. Znowu poczułam czyiś wzrok na mnie. Był to ten sam tajemniczy chłopak. Odwróciłam sie do niego. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Po prostu gapił sie na mnie. Zaczęło mnie to irytować. Po chwili wstał, włożył ręce do kieszeni i zaczął się wycofywać. Wstałam. Przeciskałam sie przez tłum żeby zobaczyć gdzie ten chłopak podąża. Dlaczego mnie to interesuje? Nie wiem. Ale był za bardzo tajemniczy. Wyszłam na dwór. Było ciemno i zimno. Sylwetka chłopaka poruszała się ciemną uliczką. Ruszyłam za nim. W ogóle się nie odwracał. Szłam tak za nim dobre 15 minut. W pewnym momencie gwałtownie skręcił w prawo. Za rogiem stał czarny van, dwóch chłopaków i ten z klubu, który do nich dołączył. Stali plecami do mnie. Krzyczeli na kogoś, ale nie wiedziałam na kogo. Po chwili rzucili młodego chłopaka na maskę samochodu. Wtedy dostrzegłam jego twarz. Nie znałam tego chłopaka. Był młody, starszy ode mnie ale młody.
- Czekam na twoje pieniądze. - warknął jeden z nich.
- N-nie mam ich. Daj mi jeszcze tydzień, błagam. - wyjęczał chłopak.
-Miałeś już wystarczająco dużo czasu. - zaśmiał się. Zielonooki oparł sie o ścianę budynku i odpalił papierosa. Chłopak, który dociskał ciało chłopaka do samochodu cofnął się. Zaatakowany pokręcił głową. - Wiesz co Cię czeka. - z boku spodni wyjął pistolet. Przeładował i nakierował nim na ciało chłopaka.
- Błagam ... Tylko tydzie .. - nie dokończył. Huk odbił się od ścian kamienic. Ciało chłopaka osunęło się na ziemię. Pisnęłam. Co ja zrobiłam? Głowy trzech młodych mężczyzn zwróciło się w moją stronę.
- Harry, zajmij się nią. - oznajmił jeden z nich. Chłopak, który wcześniej palił papierosa rzucił go na ziemię i przydeptał. Ruszył w moją stronę. Dwaj z nich zabrali ciało zamordowanego i bezczelnie wrzucili do bagażnika. Harry był już blisko mnie. Zaczęłam uciekać. Hałas, który był spowodowany tupotu moich stóp, wywoływał głośne echo. Chłopak zaczął biec. Błagam żeby mnie nie dogonił .... Poczułam szarpnięcie za nadgarstek. Harry pociągnął mnie za sobą.
- Puść mnie! - krzyknęłam. Wyrywając sie z jego ucisku. Na marne..
- Ucisz się albo ja to zrobię. - warknął. Bałam sie. Co on ma zamiar zrobić? Czemu jestem taka ciekawska i musiałam za nim iść?! Jestem nie normalna.
Dotarliśmy do poprzedniego miejsca zbrodni. Czarny van odjechał. Minęliśmy to miejsce. Kilka metrów dalej skręciliśmy w lewo. W kącie stał czarny Range Rover z przyciemnianymi szybami. Harry otworzył drzwi. Wepchnął mnie na miejsce pasażera i zatrzasnął drzwi. Po chwili wsiadł na miejsce kierowcy. Zablokował wszystkie drzwi.
- Błagam wypuść mnie. Nic nikomu nie powiem tylko mnie wypuść. - zaczęłam szlochać. Michelle. Co z nią? Pewnie się o mnie martwi. No tak, przecież mam telefon. Wyciągnęłam go z kieszeni.
- Nie radzę. Powiedz mi co widziałaś. - zabrał mi telefon. co!?
- Nic, naprawdę. Przysięgam. - odpowiedziałam nie patrząc na niego i co chwile ocierając łzy.
- Kłamiesz. Zapytam jeszcze raz. Co widziałaś? - patrzył tępo w przednią szybę.
- Nic. -
- Co widziałaś?! - chwycił mnie za nadgarstek. Ten uścisk był o wiele mocniejszy niż wcześniejszy.
- Wyszłam za Tobą z klubu. Szłam za Tobą i stałam tam. - odpowiedziałam zaciskając szczękę z bólu. Uwolnił moją dłoń. Potarłam zaczerwienione miejsce. - Skończe tak ja on ? - zapytałam drżącym głosem. Zaśmiał się.
- Nie. Ale nie wiesz w co się wpakowałaś. - odpowiedział. Co miał na myśli ? Czy on do cholery musi być taki tajemniczy? - Nie potrzebnie tam przyszłaś. - wysyczał. Przeczesałam moje włosy dłonią. Denerwuje się.
- O co chodzi? Mam się bać? Kogo? Ciebie? Was? - milion pytań przepływało przez mój umysł ale nie zdobyłam się żeby mu je zadać.
- Nie tylko nas. Nie mogę Ci więcej powiedzieć. - odpalił silnik. Gdzie on chce mnie zabrać?
- Gdzie jedziemy ? Wypuść mnie. - zaczęłam szarpać za klamkę samochodu. Na nic. Zablokowane. Nie odpowiedział na moje pytanie. Wycofał. Po kilku minutach znaleźliśmy się na głównej ulicy. Jechaliśmy średnią prędkością. Skręciliśmy kilka razy, i raz stanęliśmy na światłach. Po około 30 minutach znaleźliśmy się pod ogromnym domem z wielkim ogrodem i dwoma, drogimi samochodami stojącymi na podjeździe. Odpiął pas. Wysiadł z samochodu. Nie poruszyłam się.
- Wysiądziesz czy mam Ci pomóc? - zapytał za nim zamknął drzwi samochodu. Szarpnęłam za klamkę i wyszłam z pojazdu. Harry podążał w kierunku frontowych drzwi, a ja za nim. Włożył kluczyk do zamka i przekręcił go kilka razy. Popchnął drzwi. Wewnątrz było ciemno i zimno. To jest jego dom ? Mieszka sam w takiej posiadłości? Potarłam dłonie żeby się rozgrzać. Weszłam głębiej. W ciemnościach dostrzegłam sylwetkę Harrego która stała przede mną.
- Oddasz mi mój telefon? Napisz tylko do przyjaciółki że dzisiaj nie wrócę, nie byłam sama na tej imprezie. - wytłumaczyłam.
- Wiem że nie byłaś sama. I nie, nie możesz napisać. Jutro odstawię Cie do domu. Tylko przeczekasz tutaj noc. - powiedział. Słucham? Od kiedy ktoś decyduje za mnie? I dlaczego mam takie odważne myśli, a nie potrafię mu nic powiedzieć?
- Wolałabym jechać do domu. - oznajmiłam. Harry westchnął.
- Jeśli stąd wyjdziesz to raczej nie dotrzesz do domu. - uśmiechnął się i zaczął piąć się schodami w górę, zaczęłam iść za nim.
- Co masz na myśli ? - szłam za nim aż dotarliśmy do jakiegoś pokoju. Był jasny. Znajdowało się w nim duże łóżko, szafa, drzwi na balkon, wielki obraz na ścianie, półki z ksiązkami i inne.
- Miałem się Tobą "zająć" - zaznaczył cudzysłów powietrzu. Usiadłam na rogu łózka nie pewna co robić. Harry stał na środku pokoju wpajając swoje zielone tęczówki w moją twarz. Zmarszczyłam brwi. - Tak, miałem się z Tobą pieprzyć. - oznajmił. Jak on wypowiedział te słowa tak neutralnie? Co miał robić? Stop. Co on ma zamiar zrobić? - No nie patrz tak. Nic ci nie zrobię. - zaśmiał się. - Chociaż nie pogardziłbym. -
- Zawieź mnie do domu. Teraz. - wstałam. Nie mogę tu dłużej zostać. Musze jechać. Teraz.
- I tak nie dojechałabyś to tego domu. Wybieraj albo zostajesz albo .... -
- Nie kończ. - przerwałam mu opadając na łóżko. Harry podszedł do szafy. Rozsunął ją i spojrzał na mnie. - Co? - zapytałam.
- Raczej nie będziesz spać w sukience. - zaśmiał się. Wyjął z szafy białą koszulkę i czarne bokserki. - Żartujesz? - spojrzałam na niego, kiedy stanął przede mną z wyciągniętymi dłońmi, na których trzymał ciuchy. Pokiwał przecząco głową. - Nie będę chodzić w Twoich bokserkach. Nie. - zaprzeczyłam.
- Ależ będziesz. - rzucił mi ciuchy na kolana. Położył się na łóżku obok mnie.
- To chociaż stąd wyjdź. - zasugerowałam. Ponownie zaprzeczył ruchem głowy. Przewróciłam oczami. Ze względu na to że jestem zmęczona przebiorę się przy nim. Ale to tylko dlatego że jestem zmęczona. - Odwróć się. - przewrócił sie na brzuch twarzą do ściany. Rozsunęłam sukienke i pozwoliłam jej opaść.
- Mogę Ci dać spodnie. - odwrócił się z uśmieszkiem.
- Harry! - zbeształam go wzrokiem zakrywając moje ciało ciuchami. Tylko się zaśmiał i ponownie się odwrócił. Przełożyłam koszulkę przez głowę i założyłam bokserki, które były za duże z przodu. Koszulka sięgała mi połowy ud, więc nie było to bardzo widoczne. - Już. - chłopak usiadł.
- Jeśli potrzebowałabyś łazienki to jest po drugiej stronie korytarza. - powiedział podnosząc się z łóżka. Spojrzał na mnie i wyszedł z pokoju zamykając drzwi. Poczłapałam do łóżka. Wsunęłam się pod kołdrę. W pokoju było okropnie zimno. Naciągnęłam materiał na całe moje ciało ale nawet to nie dało mi ciepła. Po kilkunastu minutach zdecydowałam iść po Harrego. Żeby podkręcił ogrzewanie. Wstałam z wielkiego łóżka. Wyszłam z pokoju. Znalazłam sie na korytarzu. Dostrzegłam w ciemności drzwi. Podeszłam do nich i uchyliłam drzwi. W szarości, która wypełniała pokój sylwetka chłopaka leżała na łóżku. Stanęłam nad nim.
- Harry - wyszeptałam. Żadnej reakcji oprócz cichego mruknięcia pod nosem. Potrząsnęłam jego ciałem. - Harry, potrzebuje pomocy. - krzyknęłam.
- Georgia, nie krzycz. - otworzył ospale oczy i spojrzał na mnie. - O co chodzi? - mruknął przecierając oczy.
- Zimno mi. No w sensie w pokoju jest zimno. - oznajmiłam. Harry westchnął po czym wstał . Podążył do mojego pokoju. Podszedł do grzejnika i przekręcił gałkę.
- Za chwile powinno zrobić się ciepło. - powiedział.
Stop. Skąd on zna moje imię? Nie przypominam sobie żebym mu się przedstawiała.
- Skąd wiesz jak mam na imię? - zapytałam.
- Wiem więcej niż myślisz. - uśmiechnął się i wyszedł.
Położyłam sie do łóżka. Po kilku minutach usnęłam.
- Co Ty pijesz? - zapytałam ją. Peter zaśmiał się pod nosem przecierając szklankę. - Powiedziałam coś zabawnego? - zwróciłam się do niego. Dzisiaj wszystko mnie irytuje. Niepotrzebnie tutaj przyszłam.
- Nie, nie. - podniósł dłonie w geście poddania się. Przewróciłam oczami.
- Mogłabyś być trochę milsza. - Michelle zwróciła mi uwagę.
- Idę to toalety. - nie zareagowałam na jej słowa. Wstałam. Podążałam do pierwszych lepszych drzwi. Przez chwilę krążyłam, aż w końcu znalazłam drzwi z tabliczką , a na niej narysowaną dziewczynkę. Popchnęłam drzwi. Wnętrze wypełniały białe kafelki, które były zabrudzone. Pomieszczenie było zaniedbane i w powietrzu unosił się nieprzyjemny zapach. Gdzie ona mnie przyprowadziła? Podeszłam do lustra. Poprawiłam włosy i pokryłam usta szminką. Wyszłam z tego obrzydliwego miejsca. Kiedy byłam na zewnątrz spojrzałam w stronę baru. Michelle nie było na jej poprzednim miejscu. Zapewne tańczy z jakimś zalanym facetem. Powróciłam na moje poprzednie miejsce.
- Hej - zakrzyczałam. Machnęłam ręką na Petera. Podszedł do mnie. - Sok pomarańczowy. - wymusiłam uśmiech. Pokiwał głową i zniknął za drzwiami, które nie wiem gdzie prowadziły. Odwróciłam się w prawą stronę. Kilka miejsc dalej siedział chłopak. Jego zielone tęczówki były we mnie wlepione. Jego dłuższe, lekko kręcone włosy były niedbale ułożone. Ubrany był w czarne , opięte rurki i koszule, która była odpięta do pewnego miejsca, ukazując jego nagi tors. Odwróciłam wzrok speszona. Patrick stał tuż przede mną.
- Proszę. - podał mi szklankę soku. Cały czas się uśmiechał. - Potrzebujesz czegoś jeszcze? -
- Nie. - odpowiedziałam. Chłopak odwrócił się na pięcie. - Tak. - zatrzymałam go, ponownie podszedł do mnie. - Widziałeś gdzieś Michelle? - zmarszczył brwi. No tak, przecież on nie zna jej imienia. - Moja przyjaciółka, wcześniej siedziałyśmy razem. - oznajmiłam.
- Nie mam pojęcia. Nawet nie zauważyłem kiedy odeszła. - wzruszył ramionami. Pokiwałam głową. Barman podszedł do blondynki, która ledwo trzymała sie na nogach. Gdyby nie mężczyzna z tyłu, na pewno nie utrzymałaby równowagi. Swoją drogą... to i tak był dla niej za stary. Znowu poczułam czyiś wzrok na mnie. Był to ten sam tajemniczy chłopak. Odwróciłam sie do niego. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Po prostu gapił sie na mnie. Zaczęło mnie to irytować. Po chwili wstał, włożył ręce do kieszeni i zaczął się wycofywać. Wstałam. Przeciskałam sie przez tłum żeby zobaczyć gdzie ten chłopak podąża. Dlaczego mnie to interesuje? Nie wiem. Ale był za bardzo tajemniczy. Wyszłam na dwór. Było ciemno i zimno. Sylwetka chłopaka poruszała się ciemną uliczką. Ruszyłam za nim. W ogóle się nie odwracał. Szłam tak za nim dobre 15 minut. W pewnym momencie gwałtownie skręcił w prawo. Za rogiem stał czarny van, dwóch chłopaków i ten z klubu, który do nich dołączył. Stali plecami do mnie. Krzyczeli na kogoś, ale nie wiedziałam na kogo. Po chwili rzucili młodego chłopaka na maskę samochodu. Wtedy dostrzegłam jego twarz. Nie znałam tego chłopaka. Był młody, starszy ode mnie ale młody.
- Czekam na twoje pieniądze. - warknął jeden z nich.
- N-nie mam ich. Daj mi jeszcze tydzień, błagam. - wyjęczał chłopak.
-Miałeś już wystarczająco dużo czasu. - zaśmiał się. Zielonooki oparł sie o ścianę budynku i odpalił papierosa. Chłopak, który dociskał ciało chłopaka do samochodu cofnął się. Zaatakowany pokręcił głową. - Wiesz co Cię czeka. - z boku spodni wyjął pistolet. Przeładował i nakierował nim na ciało chłopaka.
- Błagam ... Tylko tydzie .. - nie dokończył. Huk odbił się od ścian kamienic. Ciało chłopaka osunęło się na ziemię. Pisnęłam. Co ja zrobiłam? Głowy trzech młodych mężczyzn zwróciło się w moją stronę.
- Harry, zajmij się nią. - oznajmił jeden z nich. Chłopak, który wcześniej palił papierosa rzucił go na ziemię i przydeptał. Ruszył w moją stronę. Dwaj z nich zabrali ciało zamordowanego i bezczelnie wrzucili do bagażnika. Harry był już blisko mnie. Zaczęłam uciekać. Hałas, który był spowodowany tupotu moich stóp, wywoływał głośne echo. Chłopak zaczął biec. Błagam żeby mnie nie dogonił .... Poczułam szarpnięcie za nadgarstek. Harry pociągnął mnie za sobą.
- Puść mnie! - krzyknęłam. Wyrywając sie z jego ucisku. Na marne..
- Ucisz się albo ja to zrobię. - warknął. Bałam sie. Co on ma zamiar zrobić? Czemu jestem taka ciekawska i musiałam za nim iść?! Jestem nie normalna.
Dotarliśmy do poprzedniego miejsca zbrodni. Czarny van odjechał. Minęliśmy to miejsce. Kilka metrów dalej skręciliśmy w lewo. W kącie stał czarny Range Rover z przyciemnianymi szybami. Harry otworzył drzwi. Wepchnął mnie na miejsce pasażera i zatrzasnął drzwi. Po chwili wsiadł na miejsce kierowcy. Zablokował wszystkie drzwi.
- Błagam wypuść mnie. Nic nikomu nie powiem tylko mnie wypuść. - zaczęłam szlochać. Michelle. Co z nią? Pewnie się o mnie martwi. No tak, przecież mam telefon. Wyciągnęłam go z kieszeni.
- Nie radzę. Powiedz mi co widziałaś. - zabrał mi telefon. co!?
- Nic, naprawdę. Przysięgam. - odpowiedziałam nie patrząc na niego i co chwile ocierając łzy.
- Kłamiesz. Zapytam jeszcze raz. Co widziałaś? - patrzył tępo w przednią szybę.
- Nic. -
- Co widziałaś?! - chwycił mnie za nadgarstek. Ten uścisk był o wiele mocniejszy niż wcześniejszy.
- Wyszłam za Tobą z klubu. Szłam za Tobą i stałam tam. - odpowiedziałam zaciskając szczękę z bólu. Uwolnił moją dłoń. Potarłam zaczerwienione miejsce. - Skończe tak ja on ? - zapytałam drżącym głosem. Zaśmiał się.
- Nie. Ale nie wiesz w co się wpakowałaś. - odpowiedział. Co miał na myśli ? Czy on do cholery musi być taki tajemniczy? - Nie potrzebnie tam przyszłaś. - wysyczał. Przeczesałam moje włosy dłonią. Denerwuje się.
- O co chodzi? Mam się bać? Kogo? Ciebie? Was? - milion pytań przepływało przez mój umysł ale nie zdobyłam się żeby mu je zadać.
- Nie tylko nas. Nie mogę Ci więcej powiedzieć. - odpalił silnik. Gdzie on chce mnie zabrać?
- Gdzie jedziemy ? Wypuść mnie. - zaczęłam szarpać za klamkę samochodu. Na nic. Zablokowane. Nie odpowiedział na moje pytanie. Wycofał. Po kilku minutach znaleźliśmy się na głównej ulicy. Jechaliśmy średnią prędkością. Skręciliśmy kilka razy, i raz stanęliśmy na światłach. Po około 30 minutach znaleźliśmy się pod ogromnym domem z wielkim ogrodem i dwoma, drogimi samochodami stojącymi na podjeździe. Odpiął pas. Wysiadł z samochodu. Nie poruszyłam się.
- Wysiądziesz czy mam Ci pomóc? - zapytał za nim zamknął drzwi samochodu. Szarpnęłam za klamkę i wyszłam z pojazdu. Harry podążał w kierunku frontowych drzwi, a ja za nim. Włożył kluczyk do zamka i przekręcił go kilka razy. Popchnął drzwi. Wewnątrz było ciemno i zimno. To jest jego dom ? Mieszka sam w takiej posiadłości? Potarłam dłonie żeby się rozgrzać. Weszłam głębiej. W ciemnościach dostrzegłam sylwetkę Harrego która stała przede mną.
- Oddasz mi mój telefon? Napisz tylko do przyjaciółki że dzisiaj nie wrócę, nie byłam sama na tej imprezie. - wytłumaczyłam.
- Wiem że nie byłaś sama. I nie, nie możesz napisać. Jutro odstawię Cie do domu. Tylko przeczekasz tutaj noc. - powiedział. Słucham? Od kiedy ktoś decyduje za mnie? I dlaczego mam takie odważne myśli, a nie potrafię mu nic powiedzieć?
- Wolałabym jechać do domu. - oznajmiłam. Harry westchnął.
- Jeśli stąd wyjdziesz to raczej nie dotrzesz do domu. - uśmiechnął się i zaczął piąć się schodami w górę, zaczęłam iść za nim.
- Co masz na myśli ? - szłam za nim aż dotarliśmy do jakiegoś pokoju. Był jasny. Znajdowało się w nim duże łóżko, szafa, drzwi na balkon, wielki obraz na ścianie, półki z ksiązkami i inne.
- Miałem się Tobą "zająć" - zaznaczył cudzysłów powietrzu. Usiadłam na rogu łózka nie pewna co robić. Harry stał na środku pokoju wpajając swoje zielone tęczówki w moją twarz. Zmarszczyłam brwi. - Tak, miałem się z Tobą pieprzyć. - oznajmił. Jak on wypowiedział te słowa tak neutralnie? Co miał robić? Stop. Co on ma zamiar zrobić? - No nie patrz tak. Nic ci nie zrobię. - zaśmiał się. - Chociaż nie pogardziłbym. -
- Zawieź mnie do domu. Teraz. - wstałam. Nie mogę tu dłużej zostać. Musze jechać. Teraz.
- I tak nie dojechałabyś to tego domu. Wybieraj albo zostajesz albo .... -
- Nie kończ. - przerwałam mu opadając na łóżko. Harry podszedł do szafy. Rozsunął ją i spojrzał na mnie. - Co? - zapytałam.
- Raczej nie będziesz spać w sukience. - zaśmiał się. Wyjął z szafy białą koszulkę i czarne bokserki. - Żartujesz? - spojrzałam na niego, kiedy stanął przede mną z wyciągniętymi dłońmi, na których trzymał ciuchy. Pokiwał przecząco głową. - Nie będę chodzić w Twoich bokserkach. Nie. - zaprzeczyłam.
- Ależ będziesz. - rzucił mi ciuchy na kolana. Położył się na łóżku obok mnie.
- To chociaż stąd wyjdź. - zasugerowałam. Ponownie zaprzeczył ruchem głowy. Przewróciłam oczami. Ze względu na to że jestem zmęczona przebiorę się przy nim. Ale to tylko dlatego że jestem zmęczona. - Odwróć się. - przewrócił sie na brzuch twarzą do ściany. Rozsunęłam sukienke i pozwoliłam jej opaść.
- Mogę Ci dać spodnie. - odwrócił się z uśmieszkiem.
- Harry! - zbeształam go wzrokiem zakrywając moje ciało ciuchami. Tylko się zaśmiał i ponownie się odwrócił. Przełożyłam koszulkę przez głowę i założyłam bokserki, które były za duże z przodu. Koszulka sięgała mi połowy ud, więc nie było to bardzo widoczne. - Już. - chłopak usiadł.
- Jeśli potrzebowałabyś łazienki to jest po drugiej stronie korytarza. - powiedział podnosząc się z łóżka. Spojrzał na mnie i wyszedł z pokoju zamykając drzwi. Poczłapałam do łóżka. Wsunęłam się pod kołdrę. W pokoju było okropnie zimno. Naciągnęłam materiał na całe moje ciało ale nawet to nie dało mi ciepła. Po kilkunastu minutach zdecydowałam iść po Harrego. Żeby podkręcił ogrzewanie. Wstałam z wielkiego łóżka. Wyszłam z pokoju. Znalazłam sie na korytarzu. Dostrzegłam w ciemności drzwi. Podeszłam do nich i uchyliłam drzwi. W szarości, która wypełniała pokój sylwetka chłopaka leżała na łóżku. Stanęłam nad nim.
- Harry - wyszeptałam. Żadnej reakcji oprócz cichego mruknięcia pod nosem. Potrząsnęłam jego ciałem. - Harry, potrzebuje pomocy. - krzyknęłam.
- Georgia, nie krzycz. - otworzył ospale oczy i spojrzał na mnie. - O co chodzi? - mruknął przecierając oczy.
- Zimno mi. No w sensie w pokoju jest zimno. - oznajmiłam. Harry westchnął po czym wstał . Podążył do mojego pokoju. Podszedł do grzejnika i przekręcił gałkę.
- Za chwile powinno zrobić się ciepło. - powiedział.
Stop. Skąd on zna moje imię? Nie przypominam sobie żebym mu się przedstawiała.
- Skąd wiesz jak mam na imię? - zapytałam.
- Wiem więcej niż myślisz. - uśmiechnął się i wyszedł.
Położyłam sie do łóżka. Po kilku minutach usnęłam.
***
ASK BLOGA
- Nie! - usłyszałam krzycz z sąsiedniego pokoju. Zerwałam się z łóżka.
_________________________________________________________________________________
Pierwszy jest. :*
Komentarze mile widziane. :D 3 komentarze i lecimy z kolejnym rozdziałem. :*
_________________________________________________________________________________
Pierwszy jest. :*
Komentarze mile widziane. :D 3 komentarze i lecimy z kolejnym rozdziałem. :*

Świetnie się zapowiada czekam na next . ;**
OdpowiedzUsuńŚwietne, czekam na szybki next *-*
OdpowiedzUsuńSuper
OdpowiedzUsuńCzekam na następny rozdział. ;)